piątek, 11 grudnia 2015

Odporność

Sezon przeziębieniowy w pełni :( . Znów byłam i trochę nadal jestem chora. Tym razem katar, ból gardła i kaszel. Na szczęście bez gorączki. Już jest ciut lepiej, ale dziś w nocy kaszlałam strasznie. Martwi mnie trochę, że się tak często tej jesieni łapią mnie przeziębienia. A teraz tym bardziej jest to niepokojące, bo już jakiś czas znów łykam tran. Dlatego chciałabym zapytać, czy ma ktoś jakiś sprawdzony i łatwy w realizacji (czyli nieczasochłonny) sposób na zwiększenie odporności?

Bartonellowo u mnie uspokojenie. To znaczy, że psychicznie mam się całkiem dobrze. Obecnie najbardziej dokucza mi drgająca powieka, robaki, no i tych mroczków nie umiem się pozbyć, ale to i tak niewiele w porównaniu z całą masą objawów, które miałam i których już nie mam.

Przed świętami jeszcze sporo pracy w pracy mnie czeka. Na szczęście już prawie wszystkie prezenty kupione, więc poza tradycyjnymi porządkami (w tym myciem okien, fuuuuj) i pomaganiem w kuchni, to w zasadzie do świąt przygotowana już jestem ;-) . Oznacza to, że będę miała czas na pracę.

Po świętach wybieramy się w góry. Super byłoby pojeździć na nartach, ale na razie warunki atmosferyczne raczej na to nie wskazują. Ale jeśli nie narty, to chociaż na jakąś tatrzańską wycieczkę fajnie byłoby się wybrać, ale to też wszystko od pogody zależy. Zatem rozpoczynam trzymanie kciuków i zaklinanie rzeczywistości ;-) . 

Trzymajcie się ciepło :)

poniedziałek, 30 listopada 2015

Dziadostwo!

Te wszystkie odkleszczowe bakterie to jedno wielkie dziadostwo! Strasznie trudno je wytępić, strasznie trudno z nimi walczyć, a jeszcze trudniej z nimi żyć. Przyznam szczerze, że u mnie wciąż to samo - raz lepiej, raz gorzej. Teraz jest lepiej, ale w poprzedni weekend było niefajnie. Sama nie wiedziałam, co mi jest. Złapałam totalną chwiejność - niby czegoś chciałam, ale jednak nie chciałam, a już najbardziej nie chciało mi się widzieć i rozmawiać z kimkolwiek. Ł. aż stwierdził, że jedziemy w góry, bo chyba pomyślał, że góry mi pomogą. No ale ostatecznie nie pojechaliśmy, bo prognozy były średnie, podczas gdy potem okazało się, że pogoda była całkiem ładna.

Poza tym druga prawidłowość - rano jest lepiej, wieczorem jest gorzej. Rano mam więcej sił fizycznych i psychicznych, wieczorem pojawiają się myśli, czy się wyleczę, a co jeśli się nie wyleczę, ile jeszcze, a może rzucę to wszystko w cholerę.

16 listopada miałam wizytę u kardiologa. Nihil novi. Blok trzeciego stopnia wciąż jest, serce nie bije, tak jak bić powinno. Rytm zastępczy jest, ale tym razem wynosi 40 uderzeń, podczas gdy półtora roku temu było to 50. Przyznam, że trochę mnie to załamało, ale potem przypomniało mi się, że może to być wpływ Moloxinu (podczas ostatniej wizyty nie brałam ani jego, ani Levoxy), więc tego się będę trzymać. No bo w końcu jest to jakieś wytłumaczenie, a z całą pewnością wytłumaczenie, które jest dla mnie wygodne i do zaakceptowania. 

Wypadanie włosów się trochę uspokoiło, choć szału nie ma, podobnie z kondycją mojej skóry. Muszę się do dermatologa wybrać, ale to może w styczniu, bo wszystko kosztuje. Poza tym muszę jeszcze zapłacić za okulary, które będą do odbioru jutro. Zatem medyczne wydatki jak zwykle in progress.

czwartek, 12 listopada 2015

Niebycie

Przepraszam za moje długie niebycie. Tak naprawdę to byłam i jestem, ale w przypadku bloga dopadło mnie niebycie, niedoczas i niemoc. W niedoczasie chyba wszyscy żyjemy. XXI wiek wymusza niedoczas. Praca, obowiązki, praca, obowiązki, odrobina czegoś dla siebie i znów praca, obowiązki, praca, obowiązki. No a niemoc z tego względu, że nie wiedziałam, co mam pisać. Nie chciało mi się pisać w ogóle, bo odnosiłam (może dalej odnoszę) wrażenie, że piszę ciągle to samo. Walczę, nie walczę, jest lepiej, jest gorzej, wyleczę się, nie wyleczę. Cholera jasna!

Jako tako poradziłam sobie z przeziębieniem. Jeszcze mi na gardle coś siedzi, ale nie mam kataru, nie mam gorączki (tfu, stanu podgorączkowego, gorączkę miałam w czerwcu i wtedy prawie zeszłam z tego świata, w każdym razie żyję, nie zeszłam, ale trauma pozostała). Za to mam inne dolegliwości ("gdy nie boli, to nie żyjesz", ha ha ha, nieśmieszne). W poniedziałek byłam u... okulisty, ginekologa i mojej odkleszczowej pani doktor. Od jakiegoś czasu gorzej widzę w nocy, szczególnie gdy prowadzę auto. Okazało się, że wadę mam niewielką (niewielką miałam już wcześniej), ale prawdopodobnie od komputera, urządzeń elektronicznych itp. nabawiłam się lekkiego astygmatyzmu i to przez ten astygmatyzm nie widzę (by być bardziej precyzyjną - widzę gorzej). Ginekolog to natomiast trzeci lekarz tej profesji odwiedzony w ostatnim czasie, dwaj poprzedni okazali się omylni... Nawet nie chce mi się o tym pisać. Nastraszyli mnie tylko. Niepotrzebnie, ale z drugiej strony lepiej mieć zszargane nerwy niż  większe problemy z raczyskiem na czele. Do ginekologa jeszcze w grudniu pójdę, bo przecież "uwielbiam" chodzić do ginekologa. Za to u odkleszczowej pani doktor bez większych rewelacji. Moloxin działa, więc Moloxin biorę. Tak w ramach turystyki medycznej - w przyszły poniedziałek czeka mnie jeszcze elektrokardiolog, bo już od półtora roku nie podpinałam się pod zewnętrzne zarządzanie moim organizmem, czyli nie byłam na kontroli rozrusznika. Marzy mi się, by pani kardiolog powiedziała - w tym przypadku rozrusznik nie będzie potrzebny, serce bije i bić będzie. Choć nie załamię się, jeśli tak nie powie.

A bartonella dalej się broni, Moloxin wyciąga szabelkę i walczy. Efektem tego starcia są bartonellowe herxy - głowa, kolano-uda, pieczenie, swędzenie, robaki, mroczki, załamanie, gorszy sen, wypadające włosy, walka z moją skórą, załamanie, płacz, wycie, nerwy. I pewnie inne, o których nie pamiętam. Na szczęście przez większość czasu tak nie jest. Są tylko mroczki...

1 listopada pojechaliśmy z Ł. w góry. Wiem, że pewnie pomyślicie, że to poroniony termin. Innego nie było. Praca, obowiązki, praca obowiązki... Było pięknie, było jesiennie i wcale nie byliśmy sami. Schronisko na Rysiance przepełnione było ludźmi. Zresztą sami zobaczcie, jak było. :) :) :)

"Jesienią góry są najszczersze, żurawim kluczem otwierają drzwi. Jesienią smutne piszę wiersze, smutne piosenki śpiewam Ci". A najpiękniejsze jesienią są Beskidy.




PS w piątek skończyłam 30 lat...

czwartek, 22 października 2015

Przeziębienie

Dopadło mnie jakieś wstrętne przeziębienie. Już z cztery tygodnie to wszystko trwa. Tydzień byłam chora, tydzień czułam się lepiej i potem znów to samo. Od wtorku dokucza mi okropny kaszel. Duszę się, krztuszę się, łzy mi do oczu płyną. Ech. No i dziś zamiast być w pracy powiedziałam - NIE. Zostałam w domu po przekaszlanej nocy i na razie nie mam zamiaru nigdzie wychodzić. Bo tak sobie myślę, że przez to, że codziennie miałam jakieś drogi, tak topornie to leczenie przebiega. 

Zatem sama się uziemiłam i choć to dopiero jeden dzień, to już mam dość. 

Poza przeziębieniem nie jest źle. Wciąż staram się wyeliminować z życia mroczki, opuchnięty węzeł i bolące w chwilach zmęczenia kolana. I wierzę, że i one wkrótce znikną. Przy okazji wszystkim walczącym życzę, by się nie poddawali.

Zaprowadzona do mojej lekarki koleżanka nie ma się obecnie za dobrze. Objawy się jej nasiliły i ledwo żyje. Jak sobie przypomnę, że też tak kiedyś miałam, to uświadamia mi to, jak długą drogę już pokonałam. Bardzo mi szkoda tej koleżanki i za bardzo nie umiem znaleźć słów pocieszenia, za wyjątkiem  tego, że to wszystko kiedyś minie, choć wiem, że to słabe pocieszenie jest. Jakby mi ktoś w okresie największego bólu tak powiedział, wcale bym się nie czuła lepiej. Ech... Sandra! Po prostu się trzymaj!

Zapomniałabym, włosy nie wypadają mi już w takich ilościach. Bardzo dziękuję za pomoc. Solgar daje radę. :) :) :)

piątek, 9 października 2015

Środkowy palec!

Wiecie co... Mam przekonanie graniczące z pewnością, że Moloxin jest najlepszym lekiem na barto, jaki do tej pory brałam.

Nie mówię, że jest u mnie różowo. Jest różnie. Raz lepiej, raz gorzej. Aktualnie mam się całkiem spoko. Najtrudniejsze są wieczory, bo właśnie wtedy najczęściej wkręcają mi się czarne myśli. 

Niemniej jednak staram się po raz kolejny spiąć pośladki, zaciskam pięści, pokazuję środkowy palec temu cholerstwu! No dobrze, prawda jest taka, że Ł. mi sporo w tym spinaniu, zaciskaniu i pokazywaniu pomaga. W ogóle chyba się nie chwaliłam, a dziś mam dobry humor, więc pochwalić się mogę - w czerwcu bierzemy ślub :) . Ot taka nowość na blogu, choć dla nas nie jest to nowość, bo już w kwietniu Ł. poprosił mnie o rękę. Dlatego tym bardziej wkurzam się, że włosy mi wypadają... Pójdę łysa do ślubu...

PS dziękuję wszystkim za wsparcie, ciepłe słowa, troskę czy nawet wskazywanie alternatywnych sposobów leczenia. Niemniej jednak ja wciąż się upieram na obecną kurację i wierzę w to, że mi pomoże! 

Poniżej wklejam parę fotek z wakacji (Słowenia i Czarnogóra), bo tak mnie dziś na nie wzięło. Udanego weekendu wszystkim. :)









sobota, 3 października 2015

Bez sensu

Przeziębiłam się :( . Od niedzieli mam katar, boli mnie gardło, a termometr pokazuje albo ok. 36,0 stopni, albo lekki stan podgorączkowy. Na szczęście obecnie jest ciut lepiej. Zwłaszcza, że dziś wybieram się na wieczór panieński. Generalnie tegoroczny wrzesień i październik towarzysko napięty mam. Urodziny, chrzciny, wieczór, wesele...

Barto ostatnio mocno mi dokucza. Miesza w głowie. Nakazuje myśleć, że wszystko jest bez sensu... Nawet nie chce mi się do tego wracać, bo znów wprowadzę się w stan mentalnej beznadziejności. 

Kupiłam sobie preparat na włosy, skórę i paznokcie, bo oszaleję z tymi moimi włosami. Wciąż wypadają. Namacalnie czuję, że objętość mojego kucyka zmniejszyła się  :( . 

Strasznie trudne jest mierzenie się z chorobami odkleszczowymi... Ech.

czwartek, 24 września 2015

"Jeszcze tylko parę miesięcy"

W moim lekowym menu wciąż króluje Moloxin. Co więcej, widzę po nim poprawę. Hurra. Są dni, że mroczki przed oczami w ogóle nie występują. Są dni, że nie mam powiększonego węzła chłonnego po lewej stronie szyi. Przyznam, że w ogóle się tym węzłem nie przejmowałam ani też nie zwracałam na niego uwagi, zapomniałam o nim. Już chyba z pięć lat jest powiększony. Przy Moloxinie często wraca do normalnych rozmiarów. 

Za plus muszę także uznać stan mojej skóry - jest nieco lepiej, ale za to strasznie mi wypadają włosy. Czy zna ktoś jakieś skutecznie sposoby na wypadające włosy? Jakieś naturalne metody? Suplementy diety? Czy coś? Sama już nie wiem, ale jak tak dalej pójdzie, to będę łysa.

Podsumowując, są dni, gdy jest dobrze, choć są też takie, że bywa gorzej. Dni, że się boję, że umrę, że się nie wyleczę. I wtedy najbardziej jest do chrzanu. Takie myśli są szczególnie straszne wieczorami. Zatem standardowo największym problemem dla mnie jestem ja sama albo po prostu jest nim moja głowa.

Z nowości medycznych - ostatnio często boli mnie żołądek. Jak przeczytałam na ulotce, może się to zdarzać na Moloxinie. Dlatego teraz w zestawie leków mam jeszcze jeden dodatkowy - lek osłonowy na żołądek. Na razie jest OK. Codziennie rano myślę sobie: "Wytrzymaj jeszcze parę miesięcy, tylko parę miesięcy. Może 6-8 z Moloxinem wystarczy, a przecież 3 już za Tobą. Jeszcze tylko parę miesięcy. Musisz zrobić wszystko, żeby to przetrwać".

Obecnie mam ewidentny bartonellowy herx. Węzeł spuchnął, mroczki są, głowa pobolewa i strzelają mi kości (tak, tak na co dzień już powoli przestają strzelać) i nastrój niezbyt dobry. Myśl: "... jeszcze tylko parę miesięcy...". O tak, ta myśl jeszcze bardzo potrzebna dziś.